środa, 23 marca 2016

Panasonic Toughpad FZ-M1 i FZ-X1: Tablety dla facetów


Gdyby Panasonic FX-Z1 spotkał iPada, kazałby mu podciągnąć rurki, poprawić okulary "zerówki" i spadać do starbunia na sojową latte, a sam poszedłby z chłopakami na poligon przejechać się czołgiem.




Albo, dać się przejechać czołgiem… A potem wstałby, otrzepał się i poprosił o jeszcze.
Oczywiście, podchodząc do sprawy poważniej i nie robiąc sobie tanich podśmiechujek trzeba powiedzieć, że te urządzenia powstały w zupełnie innych celach i mają zaspokoić odmienne oczekiwania. O ile iPad to doskonały kumpel do wspólnego wylegiwania się na kanapie i multiscreeningu (to taki mądry termin oznaczający to, co wszyscy robicie oglądając TV, czyli sprawdzanie Fejsa, Twittera czy przeglądanie stronek), o tyle tablet Panasonica ma służyć do pracy w każdych warunkach i znieść każde traktowanie. To narzędzie, którego miejsce jest obok podnośnika widłowego w magazynie, skrzynki z narzędziami minerskimi na poligonie czy wiertarki udarowej na placu budowy. I nie ma dla niego taryfy ulgowej - musi wytrzymać wszystko to, co młotki, wózki paletowe i karabiny. Słowem, to nie "kolega od piwa", tylko "towarzysz broni".

TWARDZIEL lubi prąd




Testy rozpoczęły się już w drodze w Bieszczady - pancerny tablet Panasonic Toughpad FZ-M1 z systemem Windows zapewniał nam rozrywkę (nadrobiliśmy kilka filmów), podczas gdy trasy pilnował Google Maps uruchomiony na mniejszym braciszku Panasonica, Androidowym FZ-X1. Trasa okazała się nie najprostsza - raz trafiliśmy na drogę, która mogłaby się okazać wyzwaniem dla samochodu bez napędu na 4 koła - ale za to w miarę szybka i bardzo malownicza, natomiast w trakcie wyszły na jaw pierwsze specyficzne cechy Toughpadów. Otóż, czas pracy większego z nich, wyposażonego w procesor Core i „duży” system Windows 8.1 wynosi około 5 godzin. Nie jest to liczba imponująca, ale w zupełności wystarczy do większości zadań, zwłaszcza że oba tablety są wyposażony w dwa rozwiązania ułatwiające radzenie sobie z tymi sytuacjami: złącza stacji dokujących, w które wstawia się je kiedy nie są używane, oraz baterie podtrzymujące, pozwalające „na gorąco” wymienić pustą baterię na pełną, bez wyłączania systemu. My nie mieliśmy zapasowej baterii.  Mieliśmy za to zasilacz, który ze swoim dedykowanym złączem zasilania przypomina raczej te stosowane w notebookach niż w tabletach. Okazało się, że nie pomyśleliśmy o wzięciu przetwornicy, więc nie jesteśmy w stanie doładować tabletu w samochodzie, z gniazdka 12V... Cóż, kiedy już dopadliśmy sieć elektryczną, zasilacz doskonale spełnił swoje zadanie: naładował oba urządzenia Panasonica błyskawicznie. Tak, oba! Producent wykazał się myśleniem, które docenią wszyscy klienci korporacyjni i wyposażył całą serię urządzeń w kompatybilne gniazdo zasilania i takie same zasilacze.  

Z BUTA GO! Ale w rękawiczkach



Już na miejscu oba tablety zdały test terenowy celująco. Wytrzymały polewanie lodowatą wodą i kąpiele w śniegu, deptanie i rzucanie... Tak, trochę się nad nimi poznęcaliśmy. Oba zniosły to ze stoickim spokojem a potem doskonale zapewniały dostęp do Internetu w środku lasu.
Bardzo przydał się dołączony do FZ-M1, przyczepiony na plastikowej sprężynie (żeby nie zgubić) pasywny rysik. Co prawda oba urządzenia mają ekrany, których digitizery można ustawić w tryb wysokiej czułości, w którym reagują też na dłoń w rękawiczce, ale przy (braku) precyzji jaki oferowały nasze dłonie w grubych rękawicach obsługa tabletu była koszmarem. Rysik pozwolił za to poruszać się po interfejsie szybko i bezbłędnie. Nie było też problemem korzystanie z panelu dotykowego kiedy ekran był częściowo pokryty śniegiem i wytapiającą się z niego wodą - w trybie obsługi rysikiem inaczej niż w smartfonach digitizer nie reagował na wodę niekontrolowanym szaleństwem interfejsu. Duży plus.
Nieco mniejszy plus należy się za jasność wyświetlacza: w ostrym, zimowym słońcu nawet przy ustawieniu maksymalnej mocy podświetlenia korzystanie z tabletu nie było komfortowe. Zwłaszcza, jak na domiar złego człowiek sobie wyobraził, w jakim tempie znika teraz prąd z baterii!
Absolutnie fantastycznie sprawdza się natomiast Panasonic pod względem ergonomii. I nie chodzi tu tylko o duże, wygodne przyciski, przetłoczenia ułatwiające chwytanie urządzenia czy dostępność różnorodnych akcesoriów typu uchwyt na rękę. Mam na myśli przeciwdziałanie ludzkiej głupo... no, powiedzmy, że nieuwadze. Wiadomo, że żeby tablet był szczelny, musi mieć dokładnie zamknięte wszystkie klapki i pokrywy. Wiadomo też, że ludzie zapominają o takich drobiazgach, a potem im żal, bo kilkanaście tysięcy złotych właśnie poszło uprawiać wolną miłość. W Toughpadzie FZ-X1 pokrywa zakrywająca komorę baterii ma tuż poniżej rantu jaskrawo czerwony pasek - jeśli nie zostanie dokładnie domknięta, ta czerwień wprost razi w oczy przypominając, że może jednak warto zadbać o cenny sprzęt. Drobiazg, a cieszy.

A tak przy okazji: Nie wiem, czy Panasonic to zaplanował, ale Toughpad FZ-M1 świetnie nadaje się też do roli stabilnej platformy pod kuchenkę gazową, pozwalając wygodnie gotować w kopnym śniegu...


WIĘCEJ FOTEK Panasonic FZ-M1 i FZ-X1













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz