poniedziałek, 1 lutego 2016

Leatherman Signal, Czyli jak wydać kupę kasy na świetnego toola bez sensu.


Leatherman pokazał że wie, jak zbudować doskonały multitool przetrwania. Tylko okazuje się, że nie do końca wiadomo, kto i dlaczego miałby go używać…

To musi być jakiś fetysz. Nie wiem czemu, ale wbrew wszelkiemu rozsądkowi toole Leathermana mają w sobie coś, co sprawia że chcę je mieć i nosić ze sobą. Przykład? Kupiłem SwissTool Spirit Victorinoxa. Ma rozmiar w sam raz, odpowiednią co codziennego noszenia wagę, perfekcyjny zestaw narzędzi i jest fantastycznie wykończony - wszystkie detale są wypieszczone, a całość działa płynnie i gładko jak Szwajcarski (he he) zegarek. Kupiłem go, bo to idealny tool dla mnie. I co? Leży na półce, a ja tymczasem noszę ze sobą siermiężnego, pełnego drobnych niedoskonałości mechanicznych i ledwo wykończonego Rebara, który ani mechanicznie, ani pod względem zestawu narzędzi nie może się z SuperToolem Spirit równać. I kurczę naprawdę nie wiem czemu.


Po tym wstępie nie będzie dla was zaskoczeniem, że po nowinkę w ofercie Leathermana, "survivalowy" tool Signal sięgnąłem bez chwili wahania. Wyniki tego sięgania były już zdecydowanie mniej oczywiste… Ale zacznijmy od początku.

DUŻY ALE LEKKI, luźny ale spięty



Signal to duży multitool, zaledwie o milimetr krótszy od Surge'a czy SuperToola 300, który jednak dzięki szkieletowanym rękojeściom oraz niewielkiej liczbie narzędzi waży o jedną trzecią mniej, niż pierwszy z wymienionych. Ba, jest o kilkadziesiąt gramów lżejszy (a to się czuje, uwierzcie mi!) od mniejszego Wave'a! Co więcej, jest bardzo ładny. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale połączenie czarnej powłoki DLC obudowy, matowej szarości stopki i lśniącego błysku ostrzy kontrapunktowane intensywną żółcią plastików po prostu zwraca uwagę.
Także i jakość wykonania robi wrażenie. Starannie obrobione detale, dobre spasowanie, równe szlify i ładnie położona satyna na ostrzu dostarczają przyjemnych wrażeń wizualnych i dotykowych. Niestety, trochę gorzej jest z mechaniką. Z dwóch egzemplarzy Signala które miałem w rękach oba miały za dużo luzu na osiach ramion (chociaż to nie ma w przypadku tego toola aż takiego znaczenia, o czym zaraz) a w jednym blokada piły miała zwyczaj nie zaskakiwać, jeśli się człowiek mocno nie postarał. Reszta sprawiała się tak, jak zwykle w Leathermanach, czyli z surową, ale pewną poprawnością.
Napisałem wyżej, że luźne osie ramion skutkujące bardzo swobodnym, samoczynnym w zasadzie otwieraniem się multitoola to w przypadku Signala niewielki problem. Faktycznie - ten multitool jest wyposażony w wykonaną z drutu stalowego, wysuwany z jednego z ramion i pewnie blokowany element, przytrzymujący ramiona obudowy w pozycji zamkniętej. Można go swobodnie i bez problemu otwierać i zamykać jedną ręką, więc zupełnie nie sprawia kłopotu, zdejmując z głowy projektantom konieczność zadbania o sprężynę dociskającą ramiona. Dodajmy, że pewne trzymanie się toola w pozycji złożonej jest w przypadku Signala ważne: po pierwsze, dzięki klipsowi jest on przystosowany do noszenia w kieszeni jak typowy folder, a po drugie i ważniejsze, jest wyposażony w karabińczyk pozwalający na przypięcie go do czego-tylko-nam-się-zamarzy, gdzie z pewnością będzie dyndał się radośnie w takt kroków i byłoby nieprzyjemnie, gdyby się przy tym otwierał. Acha, na wypadek, gdybyś jednak nie chciał go nosić ani w spodniach, ani dyndającego na zewnątrz, producent dodaje w komplecie przypinany do paska pokrowiec. Teraz nie możesz już marudzić, że Signal nie obsługuje twojej ulubionej metody przenoszenia. Jakakolwiek by nie była! 

 NARZĘDZIA KTÓRYCH (nie) potrzebujesz


Signal wyposażono w szczypce wzięte prosto z Rebara i SuperToola 300. Kanciaste, wąskie na końcach, precyzyjnie wykonane i wyposażone w wymienne ostrza do cięcia drutu. Nic lepszego nie mogło tego toola spotkać, moim skromnym zdaniem. W ramionach, dostępne bez otwierania toola, znajdują się nóż oraz piła. Otwierany jedną ręką, blokowany blokadą liner lock nóż ma rozmiary tego  zamontowanego w modelu Wave, ale w przeciwieństwie do niego ma geometrię zbliżoną do warncliff oraz zęby nacięte na ponad jednej trzeciej długości. Jest fabrycznie bardzo ostry i tnie gładko i agresywnie - szkoda, że ostrze wykonano ze stali 420HC a nie czegoś choć trochę lepszego, ale być może chodziło tu o większą odporność tego stopu na ukruszenia czy pękanie…? A może po prostu o oszczędności. 
Znajdująca się w drugim ramieniu piła nie jest otwierana jedną ręką, ale także ma blokadę liner lock. Krótko i na temat: piła działa świetnie. Można nią sprawnie i szybko przeciąć nawet dość grube gałęzie, dzięki czemu stanowi świetne uzupełnienie noża. 


Wewnątrz pierwszego z ramion znajdują się trzy blokowane narzędzia: niewielkie, ale solidne szydło, otwieracz do puszek z ostrzem do ściągania izolacji, oraz gniazdo bitów systemu Leathermana (takie płaskie) w którym tkwi dwustronny bit ze śrubokrętem krzyżakowym i płaskim. Wszystkie te narzędzia są blokowane, ale używać się ich da tylko kiedy ramiona multitoola są otwarte (wyjątkiem jest szydło, którego da się użyć przy zamkniętych ramionach). Przy próbie ich zamknięcia z otwartym któryś z opisanych narzędzi okazuje się, że uniemożliwia to… młotek. Tak, dobrze przeczytaliście: młotek. To bardzo przydatne narzędzie, o którym wiele razy marzyłem używając innych multitooli zostało zainstalowane na końcu drugiego ramienia toola. Ma ono kształt metalowej, masywnej stopki z moletowaną powierzchnią i doskonale się sprawdza kiedy trzeba wbić śledź w wysuszoną ziemię albo dobić gwóźdź - niestety, sprawia też, że korzystanie z innych wewnętrznych narzędzi jest bardzo niewygodne. Cóż, coś za coś. 


Stopka młotka tworzy jednocześnie karabińczyk o którym pisałem wcześniej, a który - o czym nie pisałem - może służyć także do otwierania butelek. Pożyteczne! Pożyteczne jest też wycięte w boku stopki sześciokątne gniazdo na standardowe bity do śrubokrętu (można go też od biedy użyć jako klucza nasadowego 1/4", ale to strasznie niewygodne). Niestety, gniazdo nie ma żadnego systemu blokowania bitów, więc używając ich trzeba cały czas dociskać narzędzie, bo inaczej wypadną. Mam nadzieję, że ten, kto to wymyślił nigdy nie używał śrubokrętów - inaczej wypadałoby to uznać za działanie z premedytacją i pozwać jak najszybciej…
I to by było na tyle, proszę państwa. Multitool porównywalny rozmiarem z SuperToolem nie ma więcej narzędzi, bo ich miejsce zajmuje coś specjalnego. Już piszę co.

PRZETRWAĆ kompromis


W sumie, to to dramatyczne zawieszenie narracji jest zupełnie zbędne (nie mogłem się powstrzymać, sorry) bo wszyscy na pewno wiecie, co specjalnego siedzi w Signalu: narzędzia przetrwania w postaci krzesiwa, gwizdka i diamentowej osełki. To ma sens. Ktoś kto wie co robi dysponując nożem i ogniem jest w stanie przetrwać w większości dzikich miejsc na Ziemi, a niezależnie od okoliczności możliwość zasygnalizowania swojego położenia poszukującym nas ratownikom jest kluczowa. Tak więc tool Leathermana oferuje nam wszystko, czego potrzeba - nóż wraz z osełką do utrzymania go w stanie użyteczności, krzesiwo pozwalające uzyskać ogień oraz gwizdek sygnalizacyjny, a do tego dorzuca hojnie zestaw innych narzędzi i konstrukcję zoptymalizowaną do tego, żeby nosić go ze sobą cały czas. Ktoś naprawdę pomyślał i skomponował doskonały pakiet przetrwania w formie multitoola, prawda? Prawda, ale nie do końca. Pora porozmawiać o tym, jak używamy multitooli i co oraz dlaczego nosimy ze sobą.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Signala, pomyślałem "wreszcie jest multitool do zabierania w teren". Myliłem się - to nie jest tool "outdoorowy", "turystyczny" czy "bushcraftowy". Jego krzesiwo jest malutkie i co gorsza zamocowane w taki sposób, że nie tylko jest nie za wygodne, ale przede wszystkim da się z niego skorzystać bardzo ograniczoną liczbę razy. Nie wiem ile - dziesięć, dwadzieścia krzesań i koniec. To tak, jakbyś miał przy sobie pół pudełka zapałek. [EDIT Jak się okazało krzesiwo mojego Signal-a ma feler polegający na tym, że nie daje się obrócić w swoim mocowaniu. W innych egzemplarzach jest to możliwe, dzięki czemu można efektywniej wykorzystać cały pręt bardzo wydłużając czas używania krzesiwa. Za uwagę wielkie podziękowania dla Krzysztofa!] Można kupić nowe krzesiwo, ale to kosztuje na tyle dużo, żeby zniechęcić do używania Signala jako głównego narzędzia do rozpalania ognia. Podobnie osełka jest tak mała, że naprawdę trudno się z nią męczyć na co dzień. I dobrze, tak miało być. Signal to tool przetrwania a to miały być narzędzia do użycia w sytuacji awaryjnej… co jednak sprawia, że pojawia się inny problem: kiedy nadejdzie sytuacja awaryjna, trzeba mieć ze sobą Signala, a tymczasem nie ma powodu, żeby go ze sobą nosić. 


No niestety, jeśli jesteś szykującym się na większe i mniejsze końce świata preppersem, albo należysz do EDC-owej braci, czyli ludzi którzy tak jak ja lubią targać ze sobą tonę "przydasiów" noszenie Signala nie ma dla ciebie sensu. I tak pewnie masz ze sobą porządne krzesiwo, dobrą osełkę i multitoola oferującego dużo więcej przydatnych narzędzi, którego Signal nie jest w stanie zastąpić. Jeśli zaś jesteś "normalny" i multitool to dla ciebie zastępstwo szwajcarskiego scyzoryka, prawdopodobnie chętniej wybierzesz model, który będzie oferował więcej funkcji za mniejsze pieniądze.

PODSUMOWANIE

Signal to popis sztuki projektowej i inżynierskiej - świetnie przemyślany i zbudowany tool, którego głównym nieszczęściem jest fakt, że powstał z myślą o przydawaniu się w superrzadkich sytuacjach. To taka "puszka przetrwania" w postaci multitoola: do noszenia, ale nie używania. Tak naprawdę, to wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby w Signalu można było stosować wymienne krzesiwa kosztujące po 5-8 zł, najlepiej o co najmniej połowę większe niż obecnie stosowane - wtedy stałby się nie tyle narzędziem przetrwania, co toolem wyprawowym, którego używa się cały czas, zastępującym składany nóż i krzesiwo czy zapałki. Oczywiście, jeśli komuś wystarcza tak małe ostrze zamocowane w niewygodnej rękojeści. 

DANE 

Leatherman Signal, 549 zł

 WSZYSTKIE ZDJĘCIA
















2 komentarze: