sobota, 30 stycznia 2016

Merrell Chameleon Shift Mid GTX: o to chodzi w trasie


Zaskakująco lekkie, dość niepozorne z wyglądu, ale naprawdę nieźle wyposażone. Sprawdziłem, jak sprawdzą się w warunkach zimowego wędrowania po zasypanych śniegiem Bieszczadach. 



Merrell Chameleon Shift Mid GTX: pełna nazwa butów z miejsca podaje zestaw podstawowych informacji na ich temat. To średniej wysokości buty z trekkingowej linii jednego z cieszących się największą renomą producentów specjalizujących się w obuwiu turystycznym, wyposażone w membranę Gore. Jeszcze więcej zdradza strona internetowa Merrella: waga buta - 524 g, producentem zewnętrznej podeszwy jest Vibram, bieżnik ma głębokość 5 mm, wewnątrz buta zastosowano amortyzację powietrzną a wierzchnie pokrycie to nubuk i siatka. To, czego nie ma ani w nazwie, ani w zestawie danych technicznych to to, jak bardzo są wygodne.

STWORZONE DLA moich stóp?!


Przeważnie obwąchanie się z nowymi butami zajmuje mi około tygodnia. Przez ten czas ja przyzwyczajam się do tego, jak one leżą mi na nogach, ile ważą, jak się poddają i jaki stawiają opór, a one tymczasem układają się do mojej stopy i sposobu w jaki chodzę. Dlatego zaplanowałem, że przez miesiąc, który pozostał do wyjazdu w Bieszczady będę w "Kameleonach" chodził codziennie do pracy, oraz postaram się wybrać na jedną-dwie wycieczki w teren. Tak też zrobiłem, ale jak się okazało, nie było to wcale konieczne… Od pierwszej chwili, kiedy je założyłem nowe Merrelle pasowały na mnie jak rękawiczki i było mi w nich ultrawygodnie. To oczywiście kwestia mojej stopy, ale na pewno się domyślacie, że po takim początku znajomości "Kameleony" zyskały u mnie spory kredyt zaufania.

LEKKO ale stabilnie


Chameleon Shift Mid okazały się znacznie lżejsze, niż się spodziewałem. Wyraźnie lżejsze niż moje poprzednie Jacki Wolfskiny All Terrain, były też zdecydowanie bardziej miejskie w wyglądzie, nie miałem więc żadnych problemów z wypełnianiem mojego postanowienia dotyczącego noszenia ich wszędzie - w sam raz nastąpił niespodziewany (jak zwykle) atak zimy i trochę masywniejsze buty były całkiem na miejscu. Trochę obawiałem się, że ta lekkość wynikająca między innymi z zastosowania cieńszej ścianki buta okaże się wadą, kiedy przyjdzie mi maszerować z plecakiem wyładowanym sprzętem do zimowego biwakowania, oraz że może mi być po prostu zimno w stopy. Obie te obawy okazały się bezpodstawne. Merrelle dobrze trzymały stopę, stabilizując ją podczas marszu i zapewniając odpowiedni poziom kontroli i oparcia, także podczas męczącego pokonywania zasypanych kopnym, łatwo zsuwającym się śniegiem zboczy. Z kolei jeśli chodzi o termikę, to o nią zadbały zimowe skarpety trekkingowe z wełną merynosów - przy -10 stopniach dodatkowa izolacja w bucie była zbędna nawet podczas postojów i obozowania.

PARA BUCH, woda w ruch


Z moich dotychczasowych doświadczeń wynikało, że marsz w głębokim śniegu to najgorsze, co może spotkać buty*. Pokryte cały czas warstwą śniegu mają wszędzie dookoła wodę próbującą dostać się do środka i zarazem skutecznie blokującą odprowadzanie pary wodnej przez membranę. Do tej pory zawsze po kilku godzinach marszu przez śnieg miałem mokro w butach, jeśli nie od przecieków, to od własnego potu. Tym razem było inaczej. Po całym dniu chodzenia "Kameleony" były w środku suche i po nocy spędzonej w hamaku (od mrozu izolował je hamak i Otul od Lesovika) nawet nie zesztywniały. Być może jest to związane z doskonałą pracą wspomnianych skarpetek z merynosów, być może pomógł fakt, że śnieg był puszysty i sypki i nie oblepiał buta tak, jak czasem potrafi kiedy jest cięższy, a może jednak także oryginalna membrana Gore pokazała swoją wyższość nad Texapore Jacka Wolfskina? Tak czy inaczej, ku mojej radości było mi sucho i przyjemnie, o czym z kronikarskiego obowiązku niniejszym wspominam. Zobaczymy, co będzie latem, kiedy temperatura przekroczy 25 stopni a wiele Bieszczadzkich dróżek zmieni się w nasączone wodą gąbki z błota i ściółki…

*Poprawka - gorszy jest marsz w głębokim śniegu który właśnie zaczyna topnieć… Na szczęście tym razem obeszło się bez tego.

PODSUMOWANIE

Przez dwa miesiące, kiedy je nosiłem, Merrelle Chameleon Shift Mid GTX zdobyły moje serce. Są lekkie, wygodne i wodoodporne, dobrze trzymając stopę i amortyzując kroki a jednocześnie nie stawiają dużego oporu na przykład przy klękaniu. To świetne buty na trekking po trudnym, płaskim terenie oraz niewysokich górach, także z większym obciążeniem.
Póki co nie znalazłem w nich żadnych wartych wspomnienia wad, ale nie ustaję w staraniach. Wciąż do sprawdzenia pozostaje kwestia jak bieżnik trzyma się skał i jak zachowuje na lodzie (co zamierzam sprawdzić za tydzień w Tatrach), a także jak buty "łapią" błoto (z tym trzeba będzie poczekać aż w górach stopi się śnieg), więc pewnie jeszcze do Chameleon-ów i tego wpisu wrócę, donosząc jak się sprawdziły. Póki co sprawują się fantastycznie i jestem z nich bardzo zadowolony.

DANE:
Merrelle Chameleon Shift Mid GTX - cena producenta 699 zł




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz