środa, 2 września 2015

Co to jest Fjallraven Classic? (…i dlaczego warto się tam wybrać!)

Mierzą ci czas, ale to nie jest wyścig. Płacisz za udział, ale dostajesz więcej, niż warta jest twoja wpłata. Jedziesz do Szwecji, ale poznajesz… Koreańczyków ;-)  

Mimo 2300 osób na szlaku nie ma tłoku. Uczestnicy są widoczni z daleka dzięki jaskrawym "znacznikom bezpieczeństwa".

Jeśli jeszcze nie znacie firmy Fjallraven (ja jeszcze z rok temu miałem o niej mgliste pojęcie) to tu jest najkrótszy opis: to szwedzka firma zajmująca się projektowaniem i produkcją sprzętu do szeroko pojętego outdooru, której idee fix są tradycja i ochrona środowiska.

Mapa trasy
A teraz pora na opis nieco dłuższy, który wyjaśni wam lepiej, z kim i czym macie do czynienia. Zacznijmy od zakresu działalności. Specjalnie nie napisałem wyżej, że projektują sprzętu turystyczny, bo to od razu kojarzy się z takimi markami jak TNF, robiącymi ciuchy, plecaki i śpiwory do chodzenia po szlakach, do wspinaczki albo na wysokogórskie wyprawy. Fjallraven jest inny. Dla nich "outdoor" jest znacznie bliższy temu, co rozumiemy przez to my, harcerze, survivalowcy, bushcrafterzy, leśni włóczędzy, generalnie. Mają oczywiście sprzęt "na szlak", mają też rzeczy "wyprawowe", ale patrząc na to, co robią widać, że większość służy do tego, żeby być zabierana w las, w dzicz, poza szlakami. Po czym to widać? Choćby po doborze materiałów (superwytrzymałe, świetnie oddychające, choć nienajlżejsze i nie wodoodporne), priorytetach projektowych (ma być mocne i ma być funkcjonalne, a dopiero potem - lekkie) czy wreszcie kolorach, które inaczej niż to jest teraz modne należą do palety barw ziemi, czyli odcieni zieleni, brązów, szarości…
Kolejne charakterystyczne elementy typowe dla Fjallravena, o których wspomniałem wcześniej, to tradycja i ekologia. Tradycję widać na pierwszy rzut oka - to chyba jedyna firma w branży, która ma w sprzedaży modele liczące sobie po 30 lat… Cóż, wychodzą z założenia, że jeśli coś się sprawdza, to nie należy tego zmieniać (co czasem bywa denerwujące, bo nawet rzeczy świetne mają wady, które przydałoby się poprawić). Ekologia z kolei jest kluczowa dla zrozumienia fenomenu Fiallraven Classic. Dlatego napiszę to dużymi literami: na punkcie ekologii Fjallraven ma HOPLA Z PRZERZUTKĄ. Ale kończąc o samej firmie - sumując solidność, funkcjonalność i świetny wygląd oraz właściwe kolory dostajemy idealny wręcz sprzęt do lasu i w dzicz. Dodając do tego Szwecję, tradycję, najwyższą jakość i świra na punkcie ochrony środowiska uzyskujemy bardzo wysokie ceny. Jak bardzo? Bardzo, bardzo niestety. Ech. Ale wróćmy do Fjallraven Classic.

PO KRÓLEWSKIM SZLAKU Bez spinki

Punkt kontrolny: tu podbija się karty oraz odbiera przydział jedzenia i paliwa. Obsługę zapewniają ochotnicy z całego świata
Rok w rok od 10 lat Fjallraven organizuje trekking, którego celem jest promowanie turystyki, dbania o środowisko no i oczywiście - swojej marki.
Na liczącą 110 km długości trasę trekkingu w 2005 roku ruszyło 160 uczestników. Wkrótce było ich 500, w ciągu następnych kilku edycji około 1000, a od kilku lat corocznie startuje po 2300 ludzi - maksymalna liczba, jaką można wypuścić na trasę nie ryzykując tłoku, zniszczenia środowiska i kłopotów logistycznych. Uczestnicy pochodzą całego świata, chociaż oczywiście najliczniej reprezentowaną nacją pozostają Szwedzi. Drugie miejsce zajmują Niemcy, co też dość łatwo zrozumieć, biorąc pod uwagę jak duży i liczny to kraj oraz jak popularna jest tam turystyka, natomiast trzecie było dla mnie sporą niespodzianką. Otóż trzecim pod względem liczby reprezentantów krajem na Fjallraven Classic była w tym roku… Korea Południowa!
Na trasie spotkałem sporo Anglików, dwóch sympatycznych Walijczyków, mocną ekipę Czechów i dwóch Polaków - działo się!
Co ciekawe, mimo 2300 ludzi ani przez chwilę nie było tak, żeby na szlaku panował tłok. Wręcz przeciwnie, w polu widzenia pozostawały zwykle nie więcej niż 2-3 grupy uczestników rozciągnięte na sporej przestrzeni. Pomaga w tym niewątpliwie system wypuszczania uczestników na trasę przedzielonymi sporymi odstępami czasowymi grupami, które szybko rozciągają się w marszu.

Trasa trekkingu prowadzi przez tak zwany Kungleden, czyli Szlak Królewski, poprzez dzikie góry i doliny podbiegunowych gór. Classic rozpoczyna się w miejscowości Nikkaloukta a kończy w Abisko, po drodze owijając się o masyw Kebnekaise, najwyższej góry Szwecji (2111 m), a widoki przez cały czas są niesamowite.

TO NIE JEST Wyścig!

Śpisz wtedy, kiedy potrzebujesz, tam gdzie ci wygodnie...
Od samego początku to miała być impreza, która raczej łączy, niż dzieli, ale ludzie mają to do siebie, że rywalizacja jest wpisana w ich DNA. A było to tak.
Przez dłuższy czas organizatorzy kolejne grupy startowe dla łatwiejszej orientacji oznaczali różnymi kolorami i wyposażali w chusty o odpowiedniej barwie. Z kolei na mecie uczestnicy otrzymywali - w zależności od uzyskanego czasu - medale brązowe, srebrne lub złote.  Domyślacie się, jak działało na wędrujących, kiedy mijali ich uczestnicy z kolorami grupy, która wyszła PÓŹNIEJ? Oraz, co oznacza dla przeciętnego faceta, że wróci z czymś gorszym, niż złoty medal? Organizatorzy się nie domyślali, ale w miarę szybko załapali, co się dzieje. Trzy lata temu (o ile dobrze pamiętam) nastąpiły zmiany i wszystkie grupy dostały chusty w jednym kolorze, a na mecie, w uznaniu wysiłku włożonego w pokonanie trasy na każdego czekał złoty medal. I co się stało? Średni czas przejścia trasy dramatycznie wzrósł, za to liczba osób rezygnujących po drodze oraz kontuzji i problemów ze zdrowiem równie gwałtownie spadła… Dziś Fjallraven chlubi się tym, że trasę kończy 97% startujących, a wśród wszystkich uczestników panuje wspaniały duch współpracy i wzajemnej pomocy.

Pamiętacie, co mówiłem o podejściu Fjallravena do ochrony środowiska? Doskonale widać to także przy okazji Classica. Reguła "wynoszę wszystko, co ze sobą wniosłem" to dla większości z nas standard, ale wielu turystów potrzebuje jeszcze pewnej edukacji w tej kwestii i to do nich właśnie świetnie trafia przekaz organizatora: każdy uczestnik dostaje bardzo gustowny worek na śmieci z impregnowanego materiału (wielokrotnego użytku), a podczas całego trekkingu trwa dodatkowy konkurs polegający na zbieraniu wszelkich śmieci. Kto na mecie będzie miał najcięższy worek na odpadki, wygrywa cenną nagrodę - w tym roku plecak z najwyższej linii Fjallravena.
Piękna idea, ale z pewną przykrością stwierdzam, że niemal każdy znajomy z Polski któremu opowiedziałem o konkursie w ciągu pięciu sekund wymyślał co najmniej trzy sposoby na oszukanie systemu i zwycięstwo… Ech…

Niesamowite jest to, że wszystkie działania związane z imprezą są "kompensowane węglowo" - oznacza to, że firma podlicza każdy litr paliwa zużyty na dostarczenie zapasów, przewiezienie uczestników i zapewnienie zabezpieczenia, oblicza związaną z jego spaleniem emisję gazów cieplarnianych, a następnie inwestuje w jednej z certyfikowanych firm w produkcję pozwalającą uniknąć wysłania do atmosfery takiej samej ilości gazów. Dzięki takiemu działaniu, globalnie Fjallraven Classic pozostaje neutralny dla środowiska!

Tu znajdziecie więcej moich zdjęć z tegorocznego Fjallraven Classic - krajobrazy, uczestnicy, okolica... No, zobaczcie sami!
Galeria moich zdjęć z Fjallraven Classic 2015


CO WARTO WIEDZIEĆ Czyli Fjallraven Classic w pigułce


We Fjallraven Classic biorą udział ludzie w każdym wieku -  w tym roku było też rekordowo wielu gości z Korei Południowej.
Wszystkiego na temat Fjallraven Classic możecie dowiedzieć się u źródła, czyli na stronie organizatora: http://www.fjallraven.com/fjallraven-classic
Poniżej wypisałem tylko kilka najważniejszych faktów, tak dla wygody.

Kiedy?

Classic odbywa się latem, na początku sierpnia. Edycja 2016 będzie miała miejsce w dnia 5-12 sierpnia. Pogoda bywa bardzo różna - zdarzały się edycje, podczas których lało, a temperatura nie przekraczała 10 stopni, jak i skwarne, upalne, ze słońcem palącym na wiór i temperaturami powyżej 25 stopni… Trzeba być gotowym na wszystko.

Jaki jest cel i zasady?

Musisz dotrzeć do mety przed upływem 5 dni, zaliczając po drodze wszystkie punkty kontrolne. Punkty kontrolne nie są punktami noclegów. Nikt nie narzuca ci kiedy, gdzie i ile będziesz spał, jednak nie wolno nocować w schroniskach czy schronach górskich - musisz spać pod tym, co sam niesiesz. Dopuszczalne jest spanie wspólnie w kilka osób w jednym namiocie i także wspólne noszenie go, trzeba pamiętać jednak, że taka grupa musi dotrzeć na metę razem (w odstępie maksimum 15 minut).

Ile to kosztuje?

Wpisowe na Fjallraven Classic wynosi 1950 Koron Szwedzkich (za osobę dorosłą), czyli ok. 200 Euro albo ok. 870 zł.

Co dostajesz?

Uczestnicy są za darmo odbierani z lotniska oraz stacji kolejowej w Kirunie i dowożeni do punktu startowego trekkingu w Nikkaloukta. Przygotowany bagaż (jedna sztuka, nie większy niż 60 l) jest przewożony do  mety w Abisko.
Uczestnicy otrzymują mapę, nylonowy worek na śmieci oraz jaskrawopomarańczowy "safety tag", znacznik bezpieczeństwa, który muszą nosić na plecaku podczas marszu.
Na każdym punkcie kontrolnym uczestnicy dostają za darmo paliwo (gaz do kuchenki, benzynę albo alkochol metylowy), chleb oraz liofilizowane posiłki (obfite i pyszne!), które mogą przygotować sobie kiedy i gdzie chcą.

Jak tam dojechać?

Najwygodniej, choć też i najdrożej jest rzecz jasna samolotem do Sztokholmu, a potem do Kiruny, najbliższego miejsca startu lotniska. Szukając tańszych alternatyw można pomyśleć o dotarciu do Szwecji promem a na daleką północ pociągiem albo… autostopem.

Kiedy i jak można się zapisać?

Wyłącznie przez formularz na stronie www Fjallraven. Zapisy powinny zacząć się w październiku i warto trzymać rękę na pulsie, bo  zazwyczaj w ciągu 3 dni nie ma już miejsc…


Punkt kontrolny mieszczący się przy schronisku - uczestnikom nie wolno spać ani gotować z wykorzystaniem gotowej infrastruktury.



Na trasie można trafić na jadłodajnie serwujące...

...kebab z renifera z colą. A może frytki do tego? ;-)

Noc (prawie - 22.00) za kołem podbiegunowym. 

Takie liofilizaty dostają wszyscy uczestnicy na punktach kontrolnych. Rany, jakie to jest smaczne! 

Jeszcze jeden punkt kontrolny. Tu organizatorzy częstują dodatkowo uczestników naleśnikami z bitą śmietaną. Mmm...!


Na mecie trekkingu w finałową noc odbywa się namiotowa impreza :-)

2 komentarze: