piątek, 10 lipca 2015

"Przygotowani przetrwają": Przeczytałem (z trudem) i...


Po pierwszych kilkudziesięciu stronach byłem gotów rzucić tą książkę w kąt i postarać się zapomnieć, że kiedykolwiek ją widziałem. Nie zrobiłem tego i nie żałuję. Dlaczego?



Książki na temat przygotowania na mogące się przydarzyć katastrofy oraz "miejskiego survivalu" to w Polsce rzadkość, a jeśli w dodatku autorem jest nasz rodak, nie ma innego wyjścia - trzeba ją kupić. A więc że trzeba to już wiadomo. Pytanie tylko, czy warto…?


MERYTORYKA Dobrze, ale…

Autor ma godną pozazdroszczenia wiedzę o postępowaniu w sytuacjach kryzysowych. Z książki dowiedziałem się wiele rzeczy, których nie wiedziałem do tej pory, na wiele kolejnych spojrzałem z innej perspektywy, a jeszcze następne wziąłem dzięki "Przygotowanym…" pod rozwagę. Niestety, często tam, gdzie chętnie zdałbym się na wiedzę autora nie potrafiłem mu w pełni zaufać. Nie chodzi o nadmierne uproszczenia lub wręcz klisze które niezorientowanych mogą doprowadzić do zupełnie błędnych wniosków, albo trafiające się tu i ówdzie błędy. Tematyka jest bardzo szeroka, a autor dopiero zbiera doświadczenie, takie rzeczy się zdarzają. To, co mi przeszkadza to… cytowanie źródeł. Ten bardzo, bardzo pożyteczny zwyczaj działa tu na niekorzyść tekstu na trzy sposoby.

  1. Po pierwsze, nader często podawane są źródła informacji kompletnie nieistotnych, powszechnie znanych, czy należących do zakresu wiedzy, jakie powinien mieć w miarę uważający na lekcjach gimnazjalista(np. jak powstaje rosa). W efekcie ma się wrażenie, że albo autor jest niedoedukowany, albo uważa czytelników za bandę nieuków lub ćwierćinteligentów.
  2. Po drugie i gorsze, w książce pojawiają się twierdzenia nieraz bardzo kontrowersyjne i odważne, które jednak nie są podparte żadnym źródłem, choć powinny. I tak na przykład, Paweł Frankowski pisze, że podczas trawienia  tzw. "zupek chińskich" zamiast energii wytwarzane są toksyny. Nie jestem dietetykiem ani lekarzem - może to wszystko prawda, ale codzienne doświadczenie wskazuje, że jednak jakąś energię się z "Yum-Yum-ów" uzyskuje i nie umiera od toksyn (inaczej studenci by wymarli ;-)) Tu naprawdę nie wystarczy słowo autora.
  3. Po trzecie, część przytaczanych źródeł wygląda po prostu niepoważnie. Serdecznie przepraszam wszystkich survivalowców, którzy w swoją pasję wkładają mnóstwo czasu i zdążyli zgromadzić imponującą wiedzę i doświadczenie, ale wszelkie fora, blogi i portale amerykańskich preppersów NIE SĄ rzetelnym i wiarygodnym źródłem wiedzy. Źródłem wiedzy o psychologii ludzi są książki (choćby i popularnonaukowe) psychologiczne, źródłem wiedzy o fizjologii - opracowania medyczne a o budowie mostów - podręczniki inżynierii lądowej. Przywoływanie forów i blogów jako źródeł przypomina rzucenie "jeden mój znajomy który świetnie zna się na rzeczy mówił mi że…" - to może przejść w dyskusji z kolegami, ale nie w książce aspirującej do uczenia ludzi jak przetrwać.Blogi mogą być za to źródłem przemyśleń czy koncepcji, i tu chwała Pawłowi Frankowskiemu, że nie przypisuje sobie autorstwa, tylko linkuje do miejsc, skąd pochodzą.   


FORMA Redaktor nie przetrwał

Ale to nie problemy z merytoryką sprawiły, że lektura "Przygotowani przetrwają" była ciężką pracą. Sprawiła to forma. Cała książka jest królestwem chaosu. Treści występują w kolejności, która wydaje się zupełnie przypadkowa i nie ma często nic wspólnego z tytułem rozdziału, podrozdziału czy punktu, mieszają się i powtarzają. Czasem w środku rozdziału pojawia się cały podrozdział zupełnie z nim niepowiązany tematycznie. Albo akapit dotyczący konkretnego zagadnienia kończy się zdaniem wyglądającym za zupełnie przypadkowe. Co więcej, gdyby wyciąć wszystkie powtarzające się informacje, książka byłaby spokojnie o 1/3 cieńsza. Autor miewa też problemy z odmianą, składnią i czasem pisownią niektórych słów, a jego styl trudno nazwać porywającym. Wszystko to razem sprawia, że czytanie książki jest istną mordęgą - przynajmniej, przez pierwszą połowę (o czym dalej).
A teraz bardzo ważna informacja: taki odbiór tego dzieła to wcale nie jest wina autora! Być może większość z was nie zdaje sobie z tego sprawy, ale książka nie jest czymś, nad czym pracuje się samemu. Surowy materiał, jaki tworzy autor podlega dalszej obróbce, w czym główną rolę odgrywa redaktor - osoba, która pomaga twórcy uporządkować to, co napisał, usunąć to, co zbędne, dodać, czego brak i poprawić błędy. Zarówno te drobne, językowe, jak i te większe, dotyczące całej konstrukcji książki. Redaktor nie pisze za autora, ale jest jego głosem rozsądku, pierwszym recenzentem, pomocnikiem. Nawet najlepsi, najbardziej znani i najlepiej zarabiający pisarze mają swoich redaktorów, a ciężka praca nad doprowadzeniem tekstu do pożądanego stanu trwa nieraz równie długo, co samo pisanie. 
Brak redaktora szczególnie widać, kiedy autor ma wiedzę, ale brak mu doświadczenia w pisaniu, szczególnie dłuższych form. I dokładnie z taką sytuacją mamy jak sądzę do czynienia w przypadku "Przygotowani przetrwają".
Tej książce dramatycznie brak porządnej obróbki wydawniczej.


TEMATY Dis is soł JuEsEj in dis Szczebrzeszyn!

"Przygotowani przetrwają" to bardzo amerykańska książka pokazująca bardzo amerykańskie spojrzenie na ruch prepperski. Co mam na myśli? Otóż przez całą książkę miałem poczucie, że życie jest czekaniem aż SHTF i nastąpi nieuchronny TEOTWAWKI, czyli wojna, zaraza, upadek ekonomiczny i kolaps cywilizacji. Niemal czekałem, aż pojawią się rady na temat obrony przed zombie. To amerykański rozmach i amerykańska przesada. Nie twierdzę, że wojna czy pandemia nie mogą się zdarzyć, czy są nieprawdopodobne - wystarczy spojrzeć na Ukrainę. Jednak statystyka mówi, że znacznie większe szanse mamy na lokalne klęski takie jak powódź, huraganowe wiatry, "zimy stulecia" czy katastrofalne upały wraz ze wszystkimi towarzyszącymi im "atrakcjami". Te małe apokalipsy także są obecne w książce, ale być może w wyniku wspomnianych wyżej problemów redakcyjnych nikną w cieniu tej wielkiej, wspaniałej Katastrofy, na skutek której trzeba będzie uciekać za granicę, albo kryć się lesie na kilka tygodni.
W ten sposób, ku mojemu żalowi książka traci szansę na przekonanie do idei bycia przygotowanym różnych "typowych Kowalskich", czyli właśnie tych, którym zawarte w niej rady przydałyby się najbardziej. Oni zapamiętają, że preppers to taki świr, co nie ma życia, bo rankami wymyka się zakopywać zasobniki w lesie a w weekendy ćwiczy swoje dzieci w forsownych marszach w maskach i OP1. Wtajemniczeni i świadomi sami wiedzą, gdzie szukać potrzebnej im wiedzy, zaś "Kowalskim" przydałoby się pokazać pożytki płynące ze znacznie mniej angażujących działań, które mogą w ogromnej mierze pomóc im przetrwać te mniejsze, ale częstsze i bardziej prawdopodobne katastrofy. Potem może przyjść na dalszą edukację. Cóż, może to temat na następną książkę? "Przygotowanie na Niespodziewane dla opornych", albo "Zostań Preppersem w weekend"?

PODSUMOWANIE Czyli pora na trochę pochwał

Chociaż pierwsze rozdziały książki są bardzo trudne do przebrnięcia ze względu na panujący w nich chaos i bałagan oraz dość toporny styl, mniej więcej od połowy sytuacja zaczyna się wyraźnie poprawiać. Nie wiem, czy autor nabrał wprawy, czy dotarł do tematów które są mu bliższe, czy może jedno i drugie, ale część czwartą i części dalsze czyta się już całkiem nieźle. Tu też znalazłem najwięcej interesujących, inspirujących i wartych powielenia myśli - trochę, jakby cały wstęp o preppersach i survivalowcach, EDC i BOB były doklejone na siłę, jakby autor pisał o czymś, co jest mu obce i dopiero w dalszej części książki naprawdę rozwiną skrzydła.
Z zainteresowaniem przeczytałem szczególnie część szóstą, czyli "Preppersa w podróży". Składające się na nią rozdziały dotyczą sytuacji, w której każdy z nas znajduje się praktycznie codziennie i żałowałem, że nie są obszerniejsze i że ma ich więcej.
Chciałbym, żeby pojawiło się więcej takich publikacji jak "Przygotowani przetrwają", chociaż życzyłbym sobie, żeby były zdecydowanie lepiej przygotowane koncepcyjnie, opracowane redakcyjnie i znacznie, znacznie mocniej osadzone w naszych realiach, najszerzej opisując najbardziej prawdopodobne scenariusze.
Tymczasem książę Pawła Frankowskiego polecam osobom doświadczonym, które będą miały dość determinacji, żeby przebrnąć przez postapokaliptyczne rumowisko narracji, oraz dość wiedzy, żeby samodzielnie ocenić wartość porozrzucanych w nim myśli, omijając te budzące wątpliwości a wyłuskując te cenne i inspirujące.
#











SPIS TREŚCI Co znajdziecie w środku?
















PRZYKŁADOWE STRONY Przeczytaj kawałek!



2 komentarze:

  1. A jak byś ocenił słowniczek na końcu książki? Ni co nim nie wspomniałeś, ale mi osobiscie spodobał się ten pomysł i wykonanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłem na bloga szukając recenzji, a przy okazji, aby pochwalić się znaleziskiem. W zapowiedziach książkowych na marzec jest kolejna pozycja tego autora pt: "Sztuczki survivalowe" . Z tego co wstępnie widać, więcej praktyki mniej teorii.

    OdpowiedzUsuń