niedziela, 14 czerwca 2015

TEST Bluelounge Pixi: gumy do wszystkiego

Bardzo lubię takie gadżety - wielofunkcyjne, pobudzające wyobraźnię "przydasie", których zastosowania można wymyślać w nieskończoność. Nic więc dziwnego, że Pixi firmy Bluelounge wabiły mnie ku sobie mnie jak porzucona kanapka niedźwiedzia… Zobaczcie, do czego się nadają i w ogóle czy warto!



PIXI Czym to się je?

Od strony technicznej to pętla z elastycznej linki (shockcordu) której końce zatopione są w niewielkim bloku tworzywa.  Blok ma w jednej krawędzi wycięcie o zwężających się lejkowato krawędziach… Skomplikowane? Spójrzcie na fotkę.



Bluelounge sprzedaje Pixi w zestawach o różnych długościach i kolorach . Ja testowałem zestaw "S "z czterema pomarańczowymi gumkami 12 cm i czterema niebieskimi 20 cm, dostępny jest jeszcze taki sam, ale w kolorach szarym i czarnym, "M" składający się z trzech zielonych Pixi 32 cm i trzech czarnych 44 cm oraz "L" zawierający dwa ściągacze czerwone 56 cm plus dwa czarne 84 cm. Każdy taki zestaw kosztuje tyle samo, czyli 39 zł.
Tu mała, ale istotna uwaga - długości podawane przez producenta to długość całej pętli, a jak łatwo się domyślić, użytkowo cały ściągacz ma tylko połowę tego!

ZASTOSOWANIA Czyli sky is the limit


Podczas mojego testowania wykorzystywałem Pixi do troczenia zrolowanej kurtki do torby lub plecaka, do spinania kabli, ściskania pudełka, żeby się nie otworzyło, przyczepienia parasola do mocowań Molle i tym podobnych. Jeśli chcecie inspiracji, to na stronie producenta jest sporo przykładów, ale szczerze mówiąc jestem przekonany, że wy potraficie sami wpaść na wszystko co tam pokazano i wymyślić setkę kolejnych zastosowań. Zwłaszcza, że pojawiają się one niemal same, kiedy ma się Pixi ze sobą.



A skoro już o "maniu" ze sobą - fajnym sposobem na noszenie najmniejszych ściągaczy ze sobą jest użycie ich jako uchwytów w suwakach plecaka czy torby.

W ten sposób Pixi jest zawsze pod ręką, a jednocześnie nie próżnuje
W PRANIU Fajnie, ale…

Pixi są leciutkie i estetyczne, a dobrze zapięte trzymają mocno - nie zdarzyło mi się, żeby ściągacz rozpiął się sam. No właśnie, dobrze zapięte. Zapinanie jest proste, ale wymaga pewnej wprawy i nie za każdym razem wychodzi: ponieważ linki trzeba wprowadzić w wycięcie pojedynczo, jedna za drugą, a wewnątrz wycięcia powinny leżeć obok siebie, czasem trzeba trochę popróbować i popowtarzać, zanim uzyska się właściwe ułożenie. To ważne, bo jeśli linki nie będą przechodziły przez blok tworzywa równolegle, to Pixi może się rozpiąć.

Niedokładnie zapięty Pixi może sam się rozpiąć...
Bardzo wygodne jest to, że zapięty Pixi można łatwo ściągnąć ciaśniej, usuwając luz i zapewniając mocne trzymanie.
Po ponad tygodniu intensywnego używania wyszła na jaw dość poważna wada Pixi. W dwóch moich niebieskich ściągaczach rdzeń shockcordu wysunął się z bloku tworzywa i cała pętla trzymała się jedynie na wciąż wtopionym w plastik oplocie (patrz zdjęcie), który nie jest w stanie długo wytrzymać powstających przy pracy napięć. No i jedno Pixi już jest urwane, a drugie urwie się pewnie lada chwila… 

Rdzeń "wyszedł" z mocowania, pętla trzyma się tylko na oplocie...
Ponieważ najcięższym przedmiotem, jaki trzymały moje Pixi była ważąca 500 g kurtka softshellowa, podejrzewam, że problem mogło sprawić częste (10-15 razy dziennie) zapinanie i rozpinanie albo, co bardziej prawdopodobne, obciążenia dynamiczne powstające kiedy wspomniane pół kilo kurtki kołysało się na torbie w rytm kroków. Tak czy inaczej - słabo.

...który nie jest wstanie wytrzymać zbyt długo. 

PODSUMOWUJĄC można powiedzieć że...

Pixi to dość drogi (w zestawie "S" wychodzi 5 zł za ściągacz), ale pomysłowy gadżet z milionem zastosowań. Niestety, problemy z trwałością sprawiają, że z bardzo wielu potencjalnych zastosowań trzeba zrezygnować: nie zalecam częstego rozpinania i zapinania, nie zalecam też poddawania Pixi dużym lub dynamicznym obciążeniom. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz