piątek, 5 lipca 2013

5 mitów na temat przetrwania upałów

Za oknem 37 stopni, po tej stronie okna - dokładnie tyle samo. W tych warunkach trudno myśleć o czymkolwiek, chyba, że byłyby to sposoby na przetrwanie upału... Dobrych rad jest wiele, z tym, że nie wszystkie są... No, dobre. Zabawmy się więc w pogromców mitów. Oto pięć częściej lub rzadziej spotykanych twierdzeń na temat przetrwania upałów. Zobaczmy: prawda, czy fałsz?

 1. "Kiedy jest gorąco  TRZEBA PIĆ GORĄCE"

Tą radę usłyszałem po raz pierwszy od pewnego bardzo sympatycznego kucharza, ale o ile wiem, krąży ona w środowisku wojskowym. Nie posłuchałem, bo podczas upałów organizm toczy rozpaczliwą walkę o pozbycie się nadmiaru ciepła - pijąc zimne napoje wspomagamy go, schładzając gęsto unaczyniony przewód pokarmowy, skąd chłodniejsza krew trafi do pozostałych organów. Jeśli zamiast zimnego wypijemy coś ciepłego, dostarczymy tylko organizmowi dodatkową porcję ciepła, której będzie musiał się pozbyć przez zwiększenie wydzielania potu (a więc i zużycie płynów).
Tu mała uwaga - ten mit może mieć sens o tyle, że lodowatozimne napoje mogą nas przyprawić o przeziębienie mimo upału. Jednak nawet wtedy można zalecać co najwyżej picie napojów chłodnych, ale na pewno nie gorących.



2. "NIE PIJ TYLE bo się będziesz pocić"

Jeśli ktoś wam da taką radę, możecie śmiało walnąć go czymś ciężkim w głowę nie martwiąc się o konsekwencje prawne -  ten człowiek właśnie próbował Was zabić, więc działaliście w samoobronie... To prawda, że jeśli nie będziecie pić dostatecznie długo, przestaniecie się pocić - problem jedynie w tym, że pocenie się jest niezbędne do chłodzenia organizmu i bez niego czeka was szybkie przegrzanie i śmierć. A więc, wręcz przeciwnie: podczas upałów należy pić jak najwięcej i nie żałować sobie.

3. "WILGOTNO? TO DOBRZE - będzie nam chłodniej!"

Człowiek ma "wbudowany" skuteczny system ochrony przed przegrzaniem. Jego efektywność obrazuje eksperyment, jaki przeprowadził na sobie w 1775 roku sekretarz Royal Society, Charles Blagden. Otóż ów nieustraszony gentleman wziąwszy ze sobą pieska oraz kilka surowych jajek i takiż stek zamknął się na kwadrans (wg. innych źródeł aż na trzy kwadranse) w pokoju, w którym temperatura powietrza wynosiła 126 stopni Celsjusza. Wyszedł z niego nie ponosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu, podobnie jak towarzyszący mu pies. Jajka ugotowały się na twardo, stek był zdecydowanie "well done". W tym eksperymencie tkwi jednak pewien haczyk: powietrze w pokoju było pozbawione wilgoci. Ponieważ nasz system chłodzenia działa na zasadzie odparowywania wody z powierzchni skóry, jego efektywność spada wraz ze wzrostem zawartości pary wodnej w powietrzu. Dlatego właśnie 40 stopni w dżungli jest dużo trudniejsze do wytrzymania, niż 40 stopni na pustyni.
Tu znów uwaga: jeśli powietrze jest suche, rozpylenie mgiełki wodnej czy spryskanie twarzy wodą faktycznie ochłodzi powietrze/przyniesie ulgę skórze, bo woda wyparuje, odbierając energię cieplną z otoczenia.

4. "Im większy upał, tym WIĘCEJ CIAŁA TRZEBA ODSŁONIĆ"

Rozbierając się ułatwiamy ciału chłodzenie poprzez pocenie, zwiększając powierzchnię, z której pot może parować i poprawiając przepływ powietrza. Jednocześnie jednak wystawiamy znacznie więcej ciała na promieniowanie słońca, które dostarcza nam więcej ciepła, nie mówiąc już o groźbie poparzenia skóry.
A więc, czy rozbierać się, kiedy jest gorąco? Tylko pod warunkiem, że pozostaniemy w cieniu. Jeśli będziemy wystawieni na słońce, lepiej mieć na sobie coś, co ochroni nas przed jego promieniami, jednocześnie jak najmniej utrudniając obieg powietrza. Co? Tradycyjnie w tym miejscu wskazuje się przykład Beduinów, ale zamiast burnusa dobrze sprawdzą się też lekkie, luźne spodnie i koszula z przewiewnego materiału :-)

5. "W czasie upałów oraz W GORĄCYCH KRAJACH TRZEBA JEŚĆ SÓL"

Trzeba. Jak pisałem wyżej, naszą najlepszą obroną przed gorącem jest pocenie się, a żeby móc się pocić, potrzebujemy soli: woda jest transportowana na skórę dzięki różnicy ciśnienia osmotycznego. Niestety, użytej w ten sposób soli organizm nie potrafi odzyskać - musimy ją uzupełnić samodzielnie. Powoduje to, że zalecaną przez łapiduchów dzienną dawkę soli wynoszącą ok. 6 g podczas upałów należy zwiększyć do ok. 17 g. Dodatkową sól możemy przyjmować w postaci lekko posolonej wody, tabletek solnych albo po prostu mocniej soląc potrawy…
Acha, byłbym zapomniał! Naprawdę warto dbać o poziom soli w organizmie - bez niej grozi nam najpierw szybsze męczenie, potem trudności z koncentracją, niepokój, aż wreszcie nudności i skurcze mięśni (tak zwane "kurcze palaczy" lub "choroba palaczy" - tych palących niegdyś pod kotłami np. na statkach, nie tych palących papierosy).

5 komentarzy:

  1. A warto polewać wewnętrzną stronę nadgarstków zimną wodą, żeby ochłodzić krew w żyłach? Czy to też mit?
    I czy będzie kiedyś wpis o plecakach na piesze wędrówki? Zwłaszcza o małych plecakach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie warto chłodzić miejsca, w których płytko pod skórą przechodzą naczynia krwionośne - to także sposób na "awaryjne" zbicie gorączki, kiedy staje się niebezpiecznie wysoka.

    Dobry pomysł z wpisem o plecakach, szczególnie tych "jednodniowych". To bardzo ciekawy temat, zacznę zbierać materiały :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny artykuł.

    Mnie ciekawi jedna rzecz: jak to jest z tym piciem i poceniem się. Użyłeś bardzo mocnego argumentu, że jeśli ktoś chce nam ograniczyć picie, to możemy go zabić. Ale tak patrząc z drugiej strony na temat - abstrahując od jakichś ekstremalnych wycieczek - to nigdy jakoś specjalnie nie dbałem o nawadnianie organizmu i żyjąc trzydzieści kilka lat odwodniłem się raptem ze dwa razy i to w sposób bardzo umiarkowany. Wystarczyło wypić trochę zwykłej wody i objawy szybko się kończyły.

    Stąd pytanie nr 1: czy rzeczywiście łatwo się odwodnić; czy jest to wielki problem?
    Pytanie nr 2: czy picie przesadnej ilości płynów nie powoduje jednak nadmiernego pocenia, które choć jest na pewno zdrowe dla organizmu, nie jest jednak niczym miłym...

    I dodatkowy wniosek: czy aby nie jest tak, że mechanizmy termoregulacyjne ludzi mają duży kawałek "atawistyczny", który przestał być niezbędny w naszym normalnym życiu oraz czy nie działają z duuuużym marginesem. Rozumiem, że jak ktoś zasuwa dwa dni po pustyni, to dobrze że organizm zrasza go non-stop, ale jak ktoś w mieście będzie godzinę na słońcu, to choćby nie pocił się wcale, szanse na śmierć są minimalne. A poci się jak cholera...

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłem tu dzięki kanałowi "prostozkartonu" i muszę przyznać, że było warto ;] Myślę, że zabawię tu dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszymy, życzymy (sobie i Tobie), żeby tak było dalej!
    No i pozdrawiamy Prostozkartonu! :-)

    OdpowiedzUsuń