wtorek, 14 czerwca 2011

Bear Grylls to dobry przykład, jak dawać zły przykład

Były komandos SAS, wspinacz, spadochroniarz, survivalowiec, obieżyświat. Bear Grylls, prowadzący serie programów o przetrwaniu na Discovery jest kompetentny i wie, co robi. A jednak z tych programów nie należy uczyć się jak przeżyć. Przynajmniej nie biorąc je dosłownie.



Beara Gryllsa poznałem dzięki moim dzieciom, które podczas jego programów nie dawały się odkleić od telewizora. Kiedy dowiedziałem się o nim więcej, zaimponował mi tak swoim dorobkiem i umiejętnościami, jak i pogodą ducha i optymizmem. Naprawdę podbił mnie, kiedy przeczytałem, że pełni funkcję skautmistrza brytyjskiego skautingu: facet, któremu się chce pracować z młodzieżą nie może być pustym showmanem. To jest ktoś. A mimo to, za każdym razem kiedy wraz z dziećmi oglądam jego program, po kilka razy upewniam się, czy rozumieją dlaczego nie jest dobrze robić tak, jak ten pan w telewizji.

Róbcie tak, jak mówię - nie tak, jak robię!
Dostałem na urodziny od rodziny książkę Beara Gryllsa. Jest w niej takie zdanie: "Najważniejszą zasadą przetrwania jest unikanie ryzyka". Potem jak mantra powtarzają się stwierdzenia, że trzeba omijać przeszkody, a nie je za wszelką cenę forsować je, że lepiej stracić czas, niż życie, że w sytuacji awaryjnej byle uraz może w konsekwencji doprowadzić do całkiem ponurych konsekwencji, więc trzeba się oszczędzać... Dokładnie takich słów spodziewałbym się po kimś tak doświadczonym i znającym się na rzeczy.
A teraz szybki rzut okiem na "Szkołę Przetrwania" na Discovery: Bear Grylls przy pomocy przykrótkiej liany forsuje sześciometrową ścianę skalną w potokach lejącej się wody. Bear Grylls buduje z byle czego tratwę, żeby przepłynąć na drugi brzeg jeziora, w pół drogi trawa tonie a on ledwo dopływa do brzegu, przemarznięty i wycieńczony. Bear Grylls skacze ze skały do nieznanej wody poniżej. Bear Grylls forsuje stromy, wysoki wąwóz na przygodnie znalezionej linie z zaimprowizowaną kotwiczką. Bear Grylls robi (tu wstaw dowolną Bardzo Ryzykowną i Całkiem Niepotrzebną W Danej Sytuacji Rzecz)... Dlaczego?!

Show must go on...
Media, a już szczególnie telewizja, mają swoje prawa - wiem to z własnego doświadczenia. A w zasadzie jedno, ale za to bezwzględne, niczym prawo dżungli: oglądalność. Pamięć o oglądalności niczym duch towarzyszy każdej ekipie telewizyjnej, nawiedza sny producentów, na jawie nie daje spokoju dziennikarzom i scenerzystom.
Oni wszyscy wiedzą, że programy Beara Gryllsa, w których na spokojnie, w uporządkowany sposób przedstawiałby podstawy sztuki przetrwania tak, jak robi to w swoich książkach mogłyby być popularne. Wiedzą też jednak, że jeśli nakręcić je w zawrotnym tempie wideoklipu, pokazać karkołomne wyczyny i dramatyczne decyzje, a do tego dorzucić jedzenie najdziwniejszych rzeczy, jakie da się znaleźć w danym środowisku, będą bardzo, bardzo bardzo popularne. I to na pewno, a nie być może.
Zresztą, zobaczcie sami: odcinki z cyklu "Szkoła przetrwania" z przyjemnością i bez chwili nudy obejrzy każdy, nawet, jeśli survival uważa za dziwaczne hobby garstki postrzeleńców. Niestety, chociaż Bear podczas programów mówi rzeczy mądre i warte zapamiętania oraz pokazuje ciekawe techniki, na koniec widzowi zostają w głowie głównie obrazki ryzykanckich zagrań Gryllsa i jego mina, kiedy przeżuwa próbującą mu uciec z ust larwę.


To jak, oglądać, czy nie oglądać?
Przede wszystkim - czytać! Nie zrażać się tym, co robi na antenie człowiek z telewizji, tylko sprawdzić, co ma do powiedzenia w swoich książkach doświadczony włóczykij, komandos i opiekun młodzieży. A ma do powiedzenia sporo mądrych, ciekawych rzeczy.
A programy oglądać, byle krytycznie.

4 komentarze:

  1. Ryzyka należy unikać, ale czasem są sytuacje, że po prostu się nie da. Bear Grylls pokazuje, jak w miarę bezpiecznie zachować się w takiej wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji, żeby jej jeszcze nie pogarszać.

    Przykład choćby ze skokiem do wody i sprawdzeniem głębokości przy pomocy rzucenia tyczki. Jeśli już trzeba skoczyć do wody i nie ma innego wyjścia, to teraz przynajmniej wiadomo, jak sprawdzić czy w ogóle jest sens i pół metra pod powierzchnią nie ma kamieni.
    Choć z pewnością przed skokiem do wody wcześniej jego ekipa dokładnie zmierzyła głębokość. Na pewno niemal zawsze za kamerą czeka kilku ludzi, a w pobliżu śmigłowiec ratunkowy, tak na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie ten artykuł uspokoił wewnętrznie. Świadomość, że mam rację, lub mam ją prawdopodobnie - to było dużo za mało. Wszystko we mnie buntowało się przeciw Gryllsowi. Chciałem go lepiej poznać, więc kupiłem te parę odcinków jego szaleństw, jakie u nas wydano na DVD. I nie zdzierżyłem dalszego poznawania...

      Ponieważ - z racji podjętego już dano zadania - chcę ludziom przekazywać wartości survivalu, muszę też i sam go poznawać. Kupuję więc wszelkie książki survivalowe i okołosurvivalowe. Książkowy Grylls jest mądry. Ale kiedy go czytam, wciąż zza ramienia wychyla mi się jego roześmiana głowa sugerując jakieś zwariowane, mentalne piruety.

      I wciąż nie wiem, co myśleć o Gryllsie. Za występy go nie lubię, bo znam ofiary jego pomysłów. Malutkie ostrzeżenie na ekranie mówiące "Nie róbcie tego, co ja" to ponury żart. Pocieszanie mnie, że dzięki Gryllsowi my, ludzie survivalu, budzimy większe zainteresowanie, skwitowałem, że możemy zasłużyć na wdzięczność chirurgów-ortopedów smarując mydłem schody...

      Powyższy tekst jest bardzo zrównoważony i rozsądny. A właśnie tego potrzebowałem. Moje własne zrównoważenie i rozsądek nie wystarczały - dziękuję...

      Usuń
    2. @Krisek
      To ja bardzo dziękuję za komentarz - miło się dowiedzieć, że ktoś widzi tą sprawę w sposób tak zbliżony do mojego.
      Moja córka bardzo chciałaby dostać pod choinkę jedną z przeznaczonych dla młodzieży fabularnych książek Gryllsa. Jeśli Mikołaj wysłucha jej próśb (a są na to szanse ;-) to wkrótce przekonam się, co Bear ma do powiedzenia dzieciom... Sam jestem ciekaw!

      Usuń
  2. Les Stroud to jest ktoś. Bear Grylls nie... Pozdrawiam Survivalową Brać.

    OdpowiedzUsuń